24 kwietnia 2026 roku Santander Bank Polska oficjalnie przestał istnieć. W jego miejsce wszedł Erste Bank Polska – największy rebranding w historii polskiego sektora bankowego, przeprowadzony w jeden weekend. Dla milionów klientów to zmiana czysto kosmetyczna: te same numery kont, te same karty, ten sam PIN. Ale dla setek tysięcy frankowiczów – także tych, którzy spłacili swoje kredyty lata temu – warto wiedzieć jedno: zmiana szyldu nie zmienia absolutnie nic w prawie do pozwania banku. A pieniądze, o które idzie gra, liczone są w dziesiątkach, a często setkach tysięcy złotych.
Trzy pokolenia jednego banku
Zacznijmy od krótkiej genealogii, bo to ona jest kluczem do zrozumienia, dlaczego rebranding nie ma żadnego praktycznego znaczenia dla osób, które chcą walczyć ze swoim bankiem.
Bank Zachodni powstał w 1988 roku we Wrocławiu. W 2001 roku połączył się z Wielkopolskim Bankiem Kredytowym, tworząc BZ WBK. W 2011 roku jego akcje kupił hiszpański Banco Santander. W 2013 roku do BZ WBK dołączył Kredyt Bank (wcześniej należący do belgijskiej grupy KBC). W 2018 roku BZ WBK zmienił nazwę na Santander Bank Polska. A 9 stycznia 2026 roku głównym akcjonariuszem zostaje austriacka Erste Group Bank AG, która kupiła 49 proc. akcji za część kwoty 7 mld zł obejmującej również 50 proc. udziałów w Santander TFI. Trzy miesiące później sąd rejestrowy wpisuje do KRS nową nazwę: Erste Bank Polska.
Wniosek? Jeśli masz – lub miałeś – kredyt zawarty z którymkolwiek z tych podmiotów: Bank Zachodni, WBK, BZ WBK, Kredyt Bank, Santander Bank Polska – Twoim przeciwnikiem procesowym jest dziś Erste Bank Polska S.A. Bank ten jest następcą prawnym wszystkich swoich poprzedników. Co oznacza, że odpowiada za ich zobowiązania, w tym te wynikające z wadliwych umów kredytowych.
⚠ Uwaga: Santander Consumer Bank to osobna historia. Rebranding nie objął Santander Consumer Bank S.A. z Wrocławia – ta spółka pozostaje w strukturach hiszpańskiej Grupy Santander i działa pod dotychczasową marką. Jeśli Twój kredyt pochodzi z Santander Consumer Banku, sytuacja prawna jest nadal taka sama, a sam bank coraz częściej rezygnuje z apelacji – do czego za chwilę wrócimy z konkretnym przykładem z naszej kancelarii.
Co mówi raport Erste o pozwach? Same nieprzyjemne dla banku liczby
Najświeższy raport finansowy Erste Bank Polska za pierwszy kwartał 2026 roku jest pod tym względem fascynującą lekturą. Bank pokazuje koszty ryzyka prawnego walutowych kredytów hipotecznych w wysokości 166 mln zł w samym tylko pierwszym kwartale 2026 roku, co oznacza wzrost o 109 proc. rok do roku – w analogicznym okresie 2025 roku było to 79 mln zł. To gigantyczna pozycja, która razem z rosnącą stawką CIT dla banków (z 19 do 30 proc.) zepchnęła zysk netto Grupy w dół o 39 proc. – z 1,68 mld zł do 1,03 mld zł.
Co to oznacza w praktyce? Bank dokłada coraz większe rezerwy na przegrywane sprawy frankowe, mimo że jego portfel kredytów hipotecznych w CHF skurczył się rok do roku o 97 proc. (do zaledwie 773 mln zł na 31 marca 2026). Innymi słowy: kredytów frankowych w bilansie jest praktycznie tyle co nic, ale rezerwy na pozwy rosną dwukrotnie szybciej niż rok wcześniej. To jasny sygnał, że spraw jest dużo, że bank je przegrywa, i że z każdym kolejnym kwartałem koszt obrony tej linii produktowej rośnie.
Dla frankowicza – także tego, który już spłacił kredyt – to jest dokładnie ta wiadomość, którą warto sobie zakreślić w kalendarzu. Bank ma świadomość przegrywania, ma rezerwy, ma procedury. Czeka tylko, kto się zdecyduje pozwać.
Sprawa Frankowicze vs Santander Consumer Bank: jak wygląda wygrana z bankiem od kuchni
W tym miejscu chciałbym pokazać, jak wygląda taka sprawa od strony kredytobiorcy, bo abstrakcyjne dyskusje o klauzulach abuzywnych nie zawsze przekładają się na intuicję, co dzieje się w sądzie. Wyrok Sądu Rejonowego w Legnicy z 4 grudnia 2025 roku w sprawie I C 600/25 to dobry przykład, bo pokazuje przekrój wszystkich elementów takiej sprawy – od umowy zawartej w 2009 roku, przez argumentację, po finalny wynik.
Punkt wyjścia: typowy „kredyt frankowy” z 2009 roku
Klienci kancelarii zawarli z Santander Consumer Bank S.A. we Wrocławiu umowę kredytu hipotecznego 6 lutego 2009 roku. Bank wypłacił 65 tys. zł. Umowa zawierała standardowe dla tamtych czasów rozwiązanie: mechanizm przeliczeniowy oparty na kursach z tabel banku, które bank ustalał jednostronnie. Klienci nie mieli realnego wpływu na sposób kształtowania tych kursów ani na wysokość swojego zadłużenia w kolejnych miesiącach.
Po latach okazało się – jak w tysiącach innych spraw – że bilans wzajemnych rozliczeń jest dla kredytobiorców bardzo niekorzystny. Mimo że pożyczyli 65 tys. zł, w trakcie wykonywania umowy oddali bankowi ponad 77 tys. zł. Po dokładnym przeliczeniu kapitału i wszystkich rat okazało się, że są nadpłaceni o ponad 12 tys. zł.
Co dokładnie zarzuciliśmy bankowi
Strategia procesowa w sprawach przeciwko Santander Consumer Bank (i szerzej – wszystkim bankom, które udzielały kredytów indeksowanych lub denominowanych do CHF) opiera się na kilku spójnych zarzutach. W sprawie Łodygów wyglądały one tak:
Po pierwsze – jednostronne ustalanie kursów walut przez bank. Umowa nie zawierała żadnych obiektywnych kryteriów określających, jak bank ma ustalać kursy w swojej tabeli. Bank mógł je w praktyce kształtować w sposób dowolny, co bezpośrednio wpływało na wysokość zobowiązania klienta. Sąd uznał ten mechanizm za rażąco naruszający równowagę stron umowy.
Po drugie – brak rzetelnej informacji o ryzyku kursowym. Klienci, jak miliony Polaków w tamtym okresie, byli przedstawiani kredytowi frankowemu jako rozwiązaniu „bezpiecznemu i korzystnemu”. Nie wytłumaczono im, co realnie się stanie, jeżeli kurs CHF wzrośnie o 50 czy 100 proc. – co stało się faktem. Sąd ocenił, że brak takiej informacji uniemożliwił klientom podjęcie świadomej decyzji o zawarciu umowy.
Po trzecie – brak indywidualnych negocjacji. Postanowienia dotyczące mechanizmu denominacji i sposobu ustalania kursów zostały narzucone w całości przez bank, na wzorcu umowy. Klienci nie mieli realnej możliwości negocjowania ich treści.
Sąd po szczegółowej analizie umowy uznał, że po wyeliminowaniu klauzul abuzywnych umowa nie może dalej funkcjonować – bo nie da się jej w sposób uczciwy wykonywać bez wadliwego mechanizmu przeliczeniowego. Stąd nieważność całej umowy.
Bank wniósł apelację. I sam ją cofnął
Tu zaczyna się najciekawszy fragment, który widać dziś w coraz większej liczbie spraw przeciwko bankom. Po wyroku I instancji bank, jak ma w zwyczaju, złożył apelację. A następnie – po analizie szans procesowych i porównaniu kosztów dalszego procesu z prawdopodobnym wynikiem – tę apelację cofnął.
Skutek? Wyrok sądu rejonowego stał się prawomocny po zaledwie roku i trzech miesiącach od wpływu pozwu. To jak na realia polskiego wymiaru sprawiedliwości tempo nieosiągalne jeszcze 3–4 lata temu. Pokazuje to, jak bardzo zmieniła się kalkulacja banków: dziś coraz częściej akceptują przegraną w I instancji zamiast ciągnąć sprawę przez kolejne lata, generując odsetki ustawowe za opóźnienie i koszty procesu na rzecz przeciwnika.
Co dokładnie zyskali kredytobiorcy
Wyrok przyniósł klientom kilka konkretnych korzyści, których wartość warto rozłożyć na czynniki:
- Ustalenie nieważności umowy – co oznacza, że umowa traktowana jest tak, jakby nigdy nie została zawarta. Strony rozliczają się z tego, co rzeczywiście sobie świadczyły.
- Zasądzona kwota 7 550,24 zł plus odsetki ustawowe za opóźnienie liczone od 22 maja 2025 roku – to różnica między wpłatami klientów a wypłaconym kapitałem, w zakresie objętym pozwem.
- Zwrot kosztów procesu w wysokości 7 784 zł – w tym opłaty sądowej i wynagrodzenia pełnomocnika. Innymi słowy: koszt prowadzenia sprawy w tym konkretnym wymiarze pokrywa bank, nie klient.
- Wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej i wygaśnięcie wszystkich zabezpieczeń – nieruchomość staje się wolna od obciążenia, z którym klienci żyli przez 16 lat.
- Ostateczne zamknięcie relacji z bankiem – bez dalszych rat, bez ryzyka wzrostu kursu, bez „cienia” wiszącego nad budżetem domowym.
Sprawę z ramienia naszej kancelarii prowadził adw. Paweł Borowski.
Jak wygląda walka z bankiem krok po kroku
Skoro pokazaliśmy konkretny przykład, warto sklasyfikować, jak taka sprawa wygląda od początku do końca. Bo wbrew temu, co czasem słyszy się od osób, które „kiedyś tam się zastanawiały, ale dały spokój” – proces nie polega na ciągłym chodzeniu po sądach i pisaniu kolejnych pism. Z perspektywy klienta jest to w 90 proc. przypadków zaskakująco bezstresowe.
Etap 1: Bezpłatna analiza umowy (1–2 dni)
Dobra kancelaria frankowa zaczyna od tego, że nieodpłatnie przeanalizuje Twoją umowę pod kątem klauzul abuzywnych. Tu od razu wychodzi, czy sprawa nadaje się do sądu, jakie są szanse i ile można odzyskać. Jeśli analiza pokazuje, że umowa była uczciwa – a takich umów w sektorze CHF jest naprawdę niewiele – kancelaria szczerze to powie.
Etap 2: Pozyskanie dokumentów z banku (7-21 dni)
Tu kancelaria przejmuje całą papierkową robotę. Sporządza wniosek o zaświadczenie o historii spłat, w razie potrzeby reklamację, w skrajnych przypadkach interwencję u Rzecznika Finansowego. Klient nie musi się tym zajmować – wystarczy, że podpisze pełnomocnictwo.
Etap 3: Wezwanie banku do zapłaty / reklamacja
Zanim sprawa trafi do sądu, kancelaria wzywa bank do dobrowolnego zwrotu nienależnie pobranych świadczeń. Bank w 99 proc. przypadków odmawia – ale to wezwanie jest istotne z dwóch powodów: po pierwsze, od daty wezwania liczą się odsetki ustawowe za opóźnienie. Po drugie, czasem bank mimo wszystko proponuje ugodę – którą trzeba bardzo ostrożnie przeanalizować.
Etap 4: Złożenie pozwu (7-21 dni)
Pozew w sprawie frankowej to skomplikowane pismo procesowe – kilkadziesiąt stron, z dokładnym wyliczeniem roszczenia, podstawą prawną, orzecznictwem TSUE i Sądu Najwyższego, dokumentacją. Tu praca kancelarii jest najbardziej intensywna. Klient na tym etapie zwykle podpisuje tylko wcześniej przygotowane pełnomocnictwo i oświadczenia.
Etap 5: Postępowanie w I instancji (8–14 miesięcy)
Sąd analizuje sprawę, przesłuchuje klientów (zwykle jedna rozprawa, czasem zdalna), w niektórych sprawach świadków banku, ewentualnie powołuje biegłego. W wielu sprawach sąd na etapie procesu może wstrzymać obowiązek spłaty rat – tzw. zabezpieczenie powództwa, jeśli kredyt jeszcze nie został spłacony. To realna ulga w domowym budżecie już w trakcie procesu.
Etap 6: Wyrok i ewentualna apelacja
Po wyroku I instancji bank ma 14 dni na zapowiedź apelacji. Coraz częściej – jak w opisanej wyżej sprawie – bank apelacji nie składa albo ją wycofuje. Jeśli składa, kolejne 6–18 miesięcy w sądzie okręgowym lub apelacyjnym. Statystyki wygranych w II instancji są dla frankowiczów również bardzo korzystne.
Etap 7: Rozliczenie z bankiem i wykreślenie hipoteki
Po prawomocnym wyroku następuje rozliczenie wzajemnych roszczeń (zwykle przez potrącenie), wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej i finalne zamknięcie sprawy. To etap, którego bank nie może już opóźniać.
Z perspektywy klienta cały proces wymaga zwykle: jednej wizyty w kancelarii (lub wideokonsultacji), podpisania pełnomocnictwa i kilku oświadczeń, jednego stawiennictwa w sądzie na rozprawie. Reszta dzieje się „w tle”.
„Spłaciłem kredyt 5 lat temu, czy mogę jeszcze pozwać?” Tak. I to z mocniejszej pozycji
To pytanie pada w kancelariach najczęściej. Odpowiedź wynika wprost z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE i polskich sądów: spłata kredytu nie zamyka drogi do dochodzenia roszczeń.
Logika jest prosta. Sąd ocenia abuzywność klauzul umownych według stanu z dnia zawarcia umowy. Późniejsze wykonanie zobowiązania – nawet w całości – nie sanuje wad, które tkwią w samej umowie. Jeśli umowa była nieważna w 2008 roku, to jest nieważna także w 2026, niezależnie od tego, że została w międzyczasie spłacona.
Co więcej – i to jest punkt, którego banki bardzo nie lubią głośno przyznawać – kredytobiorca po spłacie kredytu jest w silniejszej pozycji procesowej niż ten, który wciąż spłaca raty. Dlaczego? Bo bilans wzajemnych roszczeń jest już zamknięty: bank nie może straszyć, że klient ma jeszcze coś do oddania. Każda złotówka wpłacona ponad pożyczony kapitał jest świadczeniem nienależnym – do zwrotu. Dlatego osoby, które spłaciły kredyt, są dla banków najmniej atrakcyjną grupą do propozycji ugodowych. Bank na nich może już tylko stracić.
Konkretny rachunek: jeśli pożyczyłeś 250 tys. zł kredytu we frankach w 2007 roku, oddałeś bankowi w trakcie 18 lat 470 tys. zł, realna kwota do odzyskania po unieważnieniu umowy to różnica – 220 tys. zł, plus odsetki ustawowe za opóźnienie liczone od momentu wezwania banku do zapłaty. Te ostatnie, w długo trwającym procesie, potrafią dorzucić kolejnych kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Termin przedawnienia – ale w praktyce mniej groźny, niż mówi bank
Wiele osób cofa się przed pozwem ze strachu przed przedawnieniem. Wbrew temu, co czasem sugerują infolinie banków, termin przedawnienia nie zaczyna biec od daty zawarcia umowy ani od jej spłaty. Zgodnie z linią TSUE (m.in. wyrok C-776/19 z 10 czerwca 2021 r.) termin liczy się dopiero od momentu, w którym konsument dowiedział się o niedozwolonym charakterze postanowień umowy. W praktyce najczęściej jest to data wizyty w kancelarii prawnej i analizy umowy, lub data złożenia reklamacji do banku.
Termin przedawnienia roszczeń konsumenta wynosi 6 lat i upływa z końcem roku kalendarzowego. To dużo czasu – ale lepiej go nie marnować, bo każdy rok zwłoki to teoretycznie ryzyko, że bank w sądzie zacznie się powoływać na konstrukcje, które utrudnią dochodzenie roszczeń.
Nie masz dokumentów? Bank musi ci je wydać
Najczęstsza wymówka, jaką słyszą prawnicy: „Spłaciłem kredyt w 2018 roku, nie mam już niczego, umowa się gdzieś zawieruszyła”. To nie jest problem. To niewygoda, którą rozwiązuje jeden formularz.
Aby przygotować pozew, kancelaria potrzebuje dwóch rzeczy: kopii umowy kredytu (wraz z aneksami i regulaminem) oraz zaświadczenia z banku o historii spłat. Ten drugi dokument to absolutna podstawa, bo to na nim opiera się wyliczenie roszczenia.
Jak go zdobyć krok po kroku:
- Złóż wniosek do banku. Można go złożyć w dowolnym oddziale Erste (lub Santander Consumer Banku, jeśli kredyt był stamtąd), wysłać listem poleconym albo, w niektórych bankach, przez bankowość elektroniczną. Forma jest dowolna – żadne przepisy jej nie regulują.
- Wskaż konkretnie, czego oczekujesz. W zaświadczeniu musi się znaleźć: data i kwota wypłaty kredytu (z kursem), historia rat (kapitał + odsetki, daty, kwoty w PLN i CHF, kursy przeliczenia), opłaty okołokredytowe (prowizje, ubezpieczenia), oprocentowanie i jego zmiany, aktualne saldo (jeśli kredyt nie został spłacony).
- Licz się z opłatą. Banki pobierają zwykle od 100 do 300 zł. UOKiK kilka lat temu interweniował w sprawie zawyżonych stawek, więc dziś rzadko widuje się kwoty wyższe.
- Bank ma czas, ale nie nieograniczony. Realistyczny termin wydania to 2–4 tygodnie, choć w praktyce zdarza się dłużej. Jeśli bank zwleka ponad 30 dni – złóż reklamację. Jeśli nadal nic – zgłoś się do Rzecznika Finansowego. To skuteczna ścieżka, której banki bardzo nie lubią.
Ważne: spłata kredytu nie jest podstawą do odmowy wydania zaświadczenia. Bank ma obowiązek udostępnić historię relacji handlowej, niezależnie od jej obecnego statusu. Nie daj się zbyć.
W praktyce kancelaria specjalizująca się w sprawach frankowych przejmie cały ten proces. Sporządzi za ciebie wniosek z prawidłowym zakresem danych, przygotuje reklamację, jeśli bank zwleka, i w razie potrzeby uruchomi interwencję Rzecznika Finansowego. Ta usługa jest zwykle wliczona w obsługę sprawy lub kosztuje symboliczne kwoty – znacznie mniej niż czas i nerwy włożone w samodzielne walczenie z bankową infolinią.
Frankowicze to nie wszystko. Na horyzoncie WIBOR i sankcja kredytu darmowego
Choć ten artykuł jest o kredytach walutowych, warto wspomnieć dwa inne fronty, na których kredytobiorcy zaczynają coraz skuteczniej naciskać sektor bankowy.
12 lutego 2026 roku TSUE wydał wyrok w sprawie C-471/24 – pierwszej polskiej sprawie prejudycjalnej dotyczącej kredytów hipotecznych ze wskaźnikiem WIBOR. Trybunał potwierdził, że klauzule oprocentowania zmiennego (WIBOR plus marża) mogą być badane pod kątem abuzywności, a banki muszą wykazać, że spełniły obowiązki informacyjne, w tym dostarczyły konsumentowi rzetelny formularz ESIS. Liczba pozwów WIBOR-owych rośnie i można oczekiwać, że w 2026 roku stanie się to drugim po sprawach frankowych frontem masowych roszczeń.
23 kwietnia 2026 roku TSUE wydał z kolei wyrok w sprawie C-744/24 dotyczący sankcji kredytu darmowego (SKD). Trybunał uznał za sprzeczną z prawem unijnym praktykę doliczania prowizji do kapitału kredytu i naliczania od tego odsetek. To otwiera drogę do roszczeń dla milionów Polaków, którzy w ostatnich kilkunastu latach zaciągnęli kredyt konsumencki – również tych, którzy go już spłacili (uwaga: termin to 12 miesięcy od wykonania umowy, więc zwłoka w sprawach SKD jest szczególnie ryzykowna).
Wspólny mianownik wszystkich trzech frontów – CHF, WIBOR, SKD – jest taki sam: linia orzecznicza w Polsce przesuwa się systematycznie na korzyść konsumenta, a Trybunał w Luksemburgu konsekwentnie wzmacnia tę tendencję. Banki, świadome statystyk, w pierwszej kolejności blokują reklamacje i grają na zwłokę – licząc, że odsetek konsumentów decydujących się na pozew pozostanie niski.
Jak wybrać kancelarię do sprawy przeciwko bankowi
Skoro już wiadomo, że pozew ma sens, pozostaje kluczowe pytanie: kto ma to poprowadzić. Oto kilka punktów, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze kancelarii frankowej do sprawy przeciwko Erste Bank Polska (dawniej Santander Bank Polska, BZ WBK, Kredyt Bank) lub Santander Consumer Bank:
- Doświadczenie z tym konkretnym bankiem. Każdy bank ma swój wzorzec umowy, swoją linię obrony, swoich pełnomocników. Kancelaria, która wygrała kilkadziesiąt spraw przeciwko Santander Consumer Bank, wie, jakie argumenty bank powtórzy, i ma na nie gotową odpowiedź.
- Bezpłatna analiza umowy. Dobra kancelaria nie boi się przeanalizować umowy za darmo – bo wie, że w większości przypadków sprawa się kwalifikuje. Jeśli ktoś każe płacić za samą analizę, warto poszukać dalej.
- Przejrzysty model rozliczenia. Standardem dziś jest model success fee: opłata wstępna plus prowizja od wygranej. Uważaj na kancelarie, które każą wpłacić wysoką kwotę „z góry” bez jasnego kosztorysu.
- Realne wyroki, nie tylko marketing. Pytaj o konkretne sygnatury spraw, w których kancelaria wygrała przeciwko Twojemu bankowi. Profesjonalne kancelarie publikują takie wyroki na swoich blogach – jak chociażby opisany wyżej wyrok I C 600/25 z Legnicy.
- Komunikacja z klientem. Sprawa frankowa to relacja na 1,5–3 lata. Warto wybrać kancelarię, która szybko odpowiada na maile, ma jasny system informowania o postępach i nie ukrywa złych wiadomości.
Prowadzimy sprawy przeciwko wszystkim bankom udzielającym kredytów CHF
W naszej kancelarii prowadzimy sprawy przeciwko wszystkim bankom, które udzielały kredytów indeksowanych i denominowanych do CHF – w tym Erste Bank Polska (dawnemu Santander Bank Polska), BZ WBK, Kredyt Bankowi i Santander Consumer Bank. Wygraliśmy już z każdym bankiem w Polsce i mamy na koncie około 4000 korzystnych wyroków – w tym opisaną wyżej sprawę I C 600/25 z Legnicy. Bezpłatnie analizujemy każdą umowę i podajemy konkretne szanse oraz szacowaną kwotę do odzyskania, zanim klient zdecyduje, czy chce iść dalej.
Wniosek: brak działania to dziś jedyny pewny sposób, żeby stracić
Patrząc na pierwszy kwartał 2026 roku z perspektywy czysto finansowej, widać kilka rzeczy. Po pierwsze, banki już dziś księgują rezerwy na sprawy frankowe w skali, jakiej nie widziały w 2024 roku. Po drugie, sądy potrafią zakończyć sprawę w I instancji w 12–18 miesięcy, a apelacje banków coraz częściej… znikają. Po trzecie, kredyty walutowe, kredyty WIBOR-owe i kredyty konsumenckie objęte SKD to – łącznie – portfel liczony w setkach miliardów złotych, a tylko ułamek konsumentów zdecydował się na działanie.
Jeśli masz lub miałeś kredyt frankowy w którymś z banków, które dziś tworzą Erste Bank Polska – BZ WBK, Kredyt Bank, Santander Bank Polska – jesteś w gronie kilkudziesięciu tysięcy osób, które statystycznie powinny rozważyć pozew. To, że nie spłacasz już rat, nie jest argumentem przeciw. To, że nie masz pełnych dokumentów, nie jest argumentem przeciw. To, że upłynęło 5 czy 10 lat od zawarcia umowy, w większości przypadków nie jest argumentem przeciw.
Argumentem przeciw jest dziś tylko brak decyzji. A im dłużej zwlekasz, tym mniej miesięcy odsetek ustawowych dorzucisz do swojej wygranej.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy umowy kredytowej.
